Relacje z wyjazdów 

RELACJA DARKA Z WYJAZDU

1. Wyjazd, prom i odprawa celna

Punktualnie o zaplanowanej godzinie wyjechaliśmy do Gdańska: ja, żona i nasz 3,5 letni synek. Podroż po polskich drogach zawsze daje dużo wrażeń., Odprawa ze strony polskiej przebiegła w miłej atmosferze, celnik nie chciał na nic patrzeć tylko cały czas powtarzał, że nam bardzo zazdrości. To nas trochę podniosło na duchu: ktoś nam zazdrości! Podróż promem bez niespodzianek, nawet nie bujało i około 12 w południe przybiliśmy do Nyneshämn. Było chłodno, trochę kropił deszcz, ale humorki były wspaniale. Szwedzki celnik, gdy zobaczył pozwolenie na pracę i pobyt w naszych paszportach nie chciał nawet zobaczyć samochodu, nie mówiąc już o zaglądaniu do środka.

2. Szwedzkie drogi, kierowcy i jazda do Härnösand

Po króciutkiej odprawie ruszyliśmy na północ. Czekało nas około 500 km drogi. Na kolanach mapy, pełne skupienie i to wszystko niepotrzebnie. Oznakowanie szwedzkich dróg jest znakomite. Schowaliśmy je i zaczęliśmy przyglądać się Szwecji z okien samochodu. Droga, którą jechaliśmy, była jak tafla, najmniejszej dziury w jezdni, wszyscy poruszali się sprawnie i ściśle wg przepisów: jak jest na znaku 50 to się jedzie 50 i do tego się trzeba przyzwyczaić. Około 100 km za Sztokholmem zaczęła się zima i tak już pozostało do Härnösand. Bez opon zimowych nie ma czego szukać w Szwecji o tej porze roku, najlepiej gdyby miały kolce! Główne drogi są bardzo dobrze utrzymane, ale na tych pozostałych dba się tylko o to, by nie było zasp i były przejezdne. Reszta należy już do kierowcy. Każdy wie, że zima pojawia się każdego roku i sam się do tego przygotowuje.

3. Härnösand

To małe miasteczko nadmorskie położone po połowie na wyspie i lądzie. Jest tu ponoć 10 tys. mieszkańców. I wszystko, co trzeba: szpital, teatr, kino, ogromna nowoczesna biblioteka, porty jachtowe, tor samochodowo-motocyklowy i wiele miejsc, w których można uprawiać wszelakie sporty (co Szwedzi uwielbiają robić). Przyjechaliśmy wieczorem. Wiedziałem, że muszę odebrać klucze do naszego mieszkania na ostrym dyżurze w szpitalu. W głowie już ułożone gotowe zdania, wchodzę do dyżurki lekarskiej i z uśmiechem (uśmiech jest bardzo ważny w Szwecji) głośno i pewnie mówię do widzenia zamiast dobry wieczór. Dalej już idzie gładko, po krótkiej wymianie zdań o Polsce, pogodzie i powitaniu mnie w Szwecji dostaję klucze do ręki i udajemy się do naszego pierwszego mieszkania w nowym kraju.

4. Mieszkanie

Mieszkanie położone jest w małym dwupiętrowym bloku ze wspaniałym widokiem na otaczające miasteczko i okoliczne pagórki. Czuję się jakbym przyjechał na wczasy: morze, górki, niedaleko wyciąg narciarski. Na ulicach nikt nie goni w amoku, wszyscy poruszają się bez pośpiechu, od czasu do czasu pozdrawiając się i uśmiechając do siebie nawzajem. Wchodzimy do mieszkania, zapalamy światło i spada nam kamień z serca - wszak nie mogliśmy obejrzeć go wcześniej. Zaufaliśmy urzędniczce z urzędu miasta. Trzy pokoje, około 80 m2, z w pełni wyposażona kuchnia (zmywarka, zamrażarka, lodówka, meble kuchenne itp.) W ubikacji wsadzono nam nawet pralkę (w Szwecji to rzadkość, bo pierze się najczęściej w specjalnych pralniach w piwnicy). Na środku pokoju stoi wielki doniczkowy storczyk i kosz z prezentami od pracowników poradni. Bardzo to miłe i jest zwiastunem dobrego przyjęcia przez Szwedów. Zasypiamy w mgnieniu oka, jutro czeka nas wnoszenie mebli i urządzanie mieszkania. Budzimy się rano i zabieramy do pracy. Około 10 zjawia się u nas lekarz z mojej poradni, oferuje pomoc i zaprasza do siebie na posiłek. Po krótkiej rozmowie to on zostaje i je z nami prawdziwy polski obiad.

5. Pierwszy dzień w pracy

W poniedziałek o 8 zaczynam pracę. Wiem, że nie mogę się spóźnić, w Szwecji jest to nie do pomyślenia. Udało się, jestem na czas. Znowu serdeczne powitanie przez wszystkich pracowników z szefem na czele, który mówi mi, że nie jest moim szefem tylko przyjacielem! Rozsypał się uznany w Polsce obraz Szweda. Nie jest to smutny, zamknięty w sobie i mało kontaktowy człowiek. Wręcz przeciwnie. Wszyscy, których dotąd spotkałem są serdeczni, otwarci i pomocni na każdym kroku. W poradni wyposażonej w świetnie działający system komputerowy znajdują się gabinety terapii zajęciowej, rehabilitacji, laboratorium, pokoje zabiegowe, apteka, studio do konsultacji internetowych z innymi specjalistami i wszelkie inne niezbędne do pracy stanowiska. Nieskazitelna czystość w każdym zakamarku, aż chce się pracować.

6. Personel

Pielęgniarki znacznie odbiegają kompetencjami od naszych rodzimych. Mogą wypisywać leki, badania i kierować pacjenta na rehabilitację. Stanowią wielką pomoc dla lekarzy i robią to wyśmienicie. Lekarzy w poradni jest 5. Przyjmują dziennie od 10 do 15 pacjentów. Dzień pracy zaczynamy zbiórką o 8.00 i krótkim zebraniem. Potem od 8.15 do 9 przyjmuje się pacjenta. O 9 przerwa na śniadanie. Od 9.15 do 12 dalsze przyjmowanie chorych, od 12 do 13 przerwa na obiad. Praktycznie wtedy praca w całej Szwecji zamiera, a okoliczne restauracje wypełniają się po brzegi. Potem znów praca, porady telefoniczne i o 17 koniec. Wizyt domowych praktycznie nie ma. Wszystkie wykonują pielęgniarki.

7. Podsumowanie

Pierwsze dni w Szwecji odbieram bardzo pozytywnie. Niektóre rzeczy bardzo nas dziwią, a wręcz śmieszą. Nie należy jednak z nimi walczyć. Po pewnym czasie sami przekonamy się, że są to wypracowane metody, które naprawdę się tam najlepiej sprawdzają. Wiem, że warunki i atmosferę w pracy będę miał o niebo lepsze niż w Polsce i co chyba najważniejsze (dla mnie). Plus dużo wolnego czasu, który można poświęcić rodzinie lub hobby. Do Szwecji nie jedzie się, żeby zbijać grube pieniądze. Tam się jedzie po normalność, której w Polsce brakuje. Jeszcze jak do tego ktoś lubi przyrodę, to lepszego miejsca niż Skandynawia w Europie nie znajdzie. Decyzja odnośnie wyjazdu była jak najbardziej słuszna i mam nadzieje, że w takim przekonaniu pozostanę.

Pozdrowienia
Darek Sarota z rodziną

 

RELACJE POLSKICH DENTYSTÓW

1. ALA Z KALMAR

ZWIERZENIA POLSKIEGO STOMATOLOGA ZE SZWEDZKIEGO GABINETU

Szwecja zawsze wydawała mi się dość egzotyczna, mimo że leży tak blisko. Chyba swego rodzaju ciekawość spowodowała, że postanowiliśmy z mężem sprawdzić się w innych warunkach, nauczyć się czegoś nowego.

Firma, która podjęła się nauczenia nas szwedzkiego i przygotowania do państwowego egzaminu, Medena Rek Polska, spełniła swoje zadanie bardzo profesjonalnie. Nauczyciele Szwedzi wtłaczali nam wiedzę w takim tempie, że mało kto nadążał "bez jęków", ale wszyscy, bez wyjątku, pracowali bardzo intensywnie. Przez 8 miesięcy musieliśmy pojąć zasady gramatyczne, przyswoić sobie umiejętność pisania, i, co gorsze, mówienia w tym języku. Było ciężko, ale udało się.

Szwedzka stomatologia jest nowoczesna zarówno pod względem wyposażenia przychodni, stosowanych materiałów, jak i metod leczniczych. Zakres zabiegów wykonywanych w zwykłej przychodni stomatologicznej, która nazywa się tu Folktandvarden (odpowiednik naszej państwowej przychodni), jest bardzo rozległy: profilaktyka już od 1-go roku życia; ortodoncja, której przecież w Polsce w ogóle nie robi się poza gabinetami specjalistycznymi; leczenie próchnicy; chirurgia stomatologiczna łącznie z drobnymi operacjami; endodoncja; nowoczesna protetyka, czasami połączona z implantologią. Rozmiar tego zakresu zależy w dużej mierze od umiejętności lekarza.

Następną różnicą jest diagnostyka radiologiczna, która w Szwecji jest zdecydowanie szerzej stosowana, a nawet wymagana. Właściwie każde badanie pacjenta zaczyna się od zdjęć skrzydłowo-zgryzowych, czasem z dodatkiem apikalnych, ewentualnie, w razie potrzeby, pantomogramu. Zdjęcia RTG są bardzo ważną częścią dokumentacji.
Dla osób w wieku do 19 lat lecznictwo stomatologiczne jest całkowicie bezpłatne, ale po przekroczeniu tego wieku kosztuje bardzo dużo. W związku z tym, że część pieniędzy za leczenie płaci kasa chorych, lekarze i dokumentacja (tzn. wykonane procedury, planowane leczenie) są bardzo skrupulatnie kontrolowani.

Historie choroby pacjentów prowadzi się komputerowo. Organizacja pracy wygląda tu zupełnie inaczej niż w Polsce jeszcze z innego powodu. Jest nim zakres umiejętności personelu średniego. Pielęgniarki w Szwecji często wykonują znaczną cześć nieskomplikowanych zabiegów, którymi w Polsce obarczony jest wyłącznie doktor. Czas lekarza jest tu bardzo ceniony, dlatego wykonuje on tylko najważniejsze i najtrudniejsze czynności. Higienistki stomatologiczne mają ukończone studia i są one samodzielnymi pracownikami, którzy biorą pełną odpowiedzialność za swoją działalność, głównie profilaktyczno-higieniczną (np. profesjonalne oczyszczanie zębów, badanie pacjentów, prowadzenie instruktażu dorosłych i dzieci). Ponadto personel jest tak dobrze wyszkolony, że lekarz może pracować w dwu albo nawet i w trzech gabinetach jednocześnie. W rezultacie znacznie zwiększa się efektywność pracy. Wymaga to oczywiście zgrania zespołu, pełnej odpowiedzialności każdego członka zespołu i przede wszystkim fachowej, dokonanej przez lekarza, oceny zakresu umiejętności personelu. Odpowiedzialność za wszystkie etapy leczenia ponosi lekarz.

Pełny etat dla lekarza stomatologa to 40 godzin tygodniowo, od poniedziałku do piątku, bez sobót i wieczorów. Praca jest intensywna i na pewno nielekka, ale w momencie, gdy wychodzimy za drzwi przychodni, nie musimy o niej myśleć, nie zastanawiamy się nad frekwencją pacjentów (oni są zawsze), sprawami ekonomicznymi, zaopatrzeniem w materiały. Jedyne co może nas zajmować, to podnoszenie własnych kwalifikacji. Czy praca w obcym kraju jest łatwa? Oczywiście, że nie, ale daje ona dużo samozadowolenia i cennych doświadczeń. Szwedzi jako ludzie są mili i grzeczni, choć dość powolni w działaniu (my musimy mieć wszystko na wczoraj, oni na za tydzień), przez co są spokojni i zrównoważeni. Początkowo obserwują nas, ale gdy się do nas przekonają, obdarzają nas zaufaniem, a nawet sympatią.

2. AGATA

MOJA WIELKA PRZYGODA Z MEDENĄ

Na samym początku pracy byłam na kursie komputerowym, potem, co jakiś czas miałam jednodniowe kursy razem z tutejszymi lekarzami, którzy właśnie skończyli studia. Pracuje mi się dobrze, świetnie wykwalifikowany personel pomaga mi wdrożyć się w tutejsze zwyczaje. Nie spodziewałam się tak życzliwego przyjęcia, naprawdę! Już pierwszego dnia zamówiono mi w pracy materiały, do jakich byłam przyzwyczajona w Polsce (nieopatrznie powiedziałam czym pracowałam i następnego dnia przyszli do mnie z katalogiem i pytali co sobie życzę). Mieszkanie super.. Myślę, że większość urzędowych spraw już za mną. Na personnummer czekałam 2 tygodnie. Językowo jest też nieźle - dużo pomagają mi asystentki, a pacjenci są wyrozumiali. Dzięki wszystkim nauczycielom! Nie wierzyłam na początku kursu, że po tych 6 miesiącach będę w stanie dogadać się po szwedzku w większości podstawowych spraw. Jeszcze raz wielkie dzięki i pozdrowienia dla całej Medeny!
Agata

 

RELACJA SEBASTIANA

MOJA WIELKA PRZYGODA Z MEDENĄ

Wszystko zaczęło się od ogłoszenia w Internecie: "Szukamy stomatologów do pracy w Szwecji". Wypełniłem formularz internetowy i czekałem. Odpowiedź nadeszła szybko - Zapraszamy na test kwalifikacyjny oraz próbną lekcję języka szwedzkiego.

Pierwsze zderzenie z językiem było wstrząsające. Pomyślałem - jak takiego "bełkotu" można się nauczyć w sześć miesięcy, jednak już po paru godzinach wszyscy zaczęliśmy łapać, o co chodzi lektorom. To było niesamowite, po jednym dniu nauki potrafiliśmy się przedstawić, powiedzieć cos o sobie, o swojej pracy, o rodzinie. Parę dni po testach odebrałem miły telefon z informacją, że po pozytywnym przejściu pierwszego etapu rekrutacji, wybrana grupa lekarzy jedzie do Szwecji na rozmowy kwalifikacyjne. Trafiłem do Jämtland. Szybkie rozeznanie terenu w Internecie - jest pięknie: przyroda, jeziora, góry, trzeba jechać. Zebraliśmy się na lotnisku w Warszawie razem z lektorami z MEDENY. Bardzo szybko wszyscy zostali ze sobą poznani (styl szwedzki).

Po paru godzinach lotu byliśmy na miejscu i pozytywnie zaskoczony stwierdziłem, że to wcale nie jest tak daleko. Następnego dnia szwedzcy pracodawcy zawieźli nas do miejscowości, w której mielibyśmy pracować. Po drodze podziwiałem las i drzewa pokryte śniegiem, przejeżdżających na śnieżnych skuterach turystów, jednym słowem prawdziwą zimę przy trzystopniowym mrozie. Byłem oczarowany. Klinika w Strömsund (15 tysięcy mieszkańców) na najwyższym poziomie: pięć gabinetów, w każdym rentgen, komputer, nowoczesny fotel, praca na cztery ręce z wykwalifikowanym personelem, wszystko zaplanowane. Po powrocie do Polski nie mogłem się doczekać na telefon i informację, czy mogę jechać.

Środowe popołudnie; email: Zapraszamy na kurs 01.03.2005 Konstancin Jeziorna. Pierwszy dzień w "szkole" był męczący. Po pięciu godzinach zajęć nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Z dnia na dzień było jednak coraz lepiej. Każdy dzień wypełniony był zajęciami od godziny 8 rano do 16 z przerwą na lunch. Czasami organizowano seanse filmów szwedzkich lub obowiązkowe ćwiczenia w studio wymowy, byliśmy dosłownie otoczeni SZWECJĄ. Intensywność nauki połączona z profesjonalizmem nauczycieli zaskoczyła nas. Już po tygodniu wiedziałem, że naprawdę jestem w stanie nauczyć się szwedzkiego w sześć miesięcy. Przez kolejne dni i miesiące było coraz lepiej. W połowie kursu pojawiło się nowe wyzwanie: wyjazd do Szwecji z rodzinami. Na miejscu byliśmy zachwyceni: tym razem lato, 28 stopni Celsjusza, ciepła woda w jeziorze, zapach lasu. Szwedzkie zorganizowanie zdziwiłoby niejednego: wizyta w szkole, przedszkolu, urzędzie pracy, oglądanie mieszkań, wizyta w klinice. Wszystko zapięte na ostatni guzik, ale jednocześnie bez pośpiechu (lagom), z czasem na fika - obowiązkową przerwę na kawę i ciastko, zawsze wliczoną w czas pracy Szweda. Po powrocie do Konstancina nawet nie wiem, kiedy minęły następne trzy miesiące. Intensywna nauka połączona z ciągłym wpajaniem nam wiadomości o Szwecji- słownym, multimedialnym i fizycznym (mam na myśli organizowane przez nauczycieli gry typowe dla Szwecji połączone z integracyjnym ogniskiem) - sprawiły, że niepostrzeżenie zacząłem dość płynnie mówić po szwedzku. Ostatni miesiąc ciężkiej pracy, związanej również ze wzmożoną wymianą mailową z pracodawcami, szukaniem mieszkań czy samochodów, zakończył się dwudniowym egzaminem.

Po powrocie do domu zauważyłem, że tęsknię trochę za szkołą w Konstancinie, lekcjami, nauczycielami i kolegami. Trzeba było jednak szybko się zmobilizować i zacząć załatwiać ostatnie sprawy w urzędach, bankach, z firmą przeprowadzkową. Pudła, pudełka, kartony, skrzynie, gazety śnią mi się do dzisiaj po nocach. Ostatnie pożegnanie ze znajomymi i z rodziną w pustym już mieszkaniu i ruszamy w drogę.

W Strömsund okazało się, że rozpakowywanie jest jeszcze gorsze. Miło zaskoczyło mnie jednak powitanie przez Szwedów. Tyle się mówi o tym, że nie są wylewni w uczuciach, natomiast tutaj z każdym w przychodni musiałem się wyściskać. Wszyscy proponowali też pomoc w rozpakowywaniu czy urządzeniu mieszkania. Dostaliśmy na przykład lampy, żyrandole, krzesła, firanki. Następnego dnia razem z szefową z przychodni zacząłem załatwiać sprawy urzędowe. Pierwsza i obowiązkowa wizyta to Skattemyndighet, czyli nasz Urząd Skarbowy. Niestety, nic w Szwecji nie załatwi się bez tzw. personnummer. Następna była wizyta w banku. Tutaj równie szybko i profesjonalnie: założenie konta i wydanie kart bankomatowych zajęło 45 minut wraz z wycieczką po całym banku łącznie ze skarbcem. Kolejny spacer po mieście do urzędu zajmującego się opieką nad dzieckiem w celu określenia czasu rozpoczęcia wizyt z dzieckiem w przedszkolu. Urzędniczka opowiedziała nam o systemie funkcjonowania przedszkoli w Szwecji. Pierwsze dwa lub trzy tygodnie dziecko przychodzi z rodzicem do przedszkola, żeby poczuło się pewnie. Dzieci codziennie wychodzą na spacery, maja organizowane wycieczki do lasu, a maluchy śpią na powietrzu w wózkach. Wszystko poszło sprawnie i szybko. Następne wizyty były już tylko nieobowiązkowym rozeznaniem w terenie. Z kolegą z pracy - Alim poszliśmy do biblioteki, na basen, siłownie, saunę. I tutaj też miłe zaskoczenie, ponieważ okazało się, że z wszystkiego można korzystać bezpłatnie (tak jest w landstingu JÄMTLAND).

Ceny w sklepach na początku mogą przestraszyć, jeżeli zacznie się wszystko przeliczać na złotówki. Droższe niż w Polsce są na pewno produkty żywnościowe, (choć nie wszystkie), natomiast reszta, czyli produkty chemiczne, AGD są w podobnych cenach. W sklepie wyrabia się poza tym karty członkowskie, dzięki którym kupowanie staje się tańsze. Pierwszy dzień w przychodni minął na podpisywaniu dokumentów dotyczących zatrudnienia, planowaniu dnia w pracy i godzin pracy w tygodniu. Dzień w naszej klinice rozpoczyna się o godzinie 7 a kończy o godzinie 16, w międzyczasie wliczona jest godzinna przerwa na lunch. W piątek natomiast pacę kończymy o 13. Każdemu przysługuje również godzina w tygodniu na aktywność fizyczną, którą wykorzystuje się również w godzinach pracy. Każdy lekarz w przychodni ma swój gabinet. W każdym gabinecie jest rentgen, nowoczesny fotel, materiały, narzędzia. Proszono mnie również o przejrzenie wyposażenia gabinetu i ewentualne spisanie rzeczy, które będą mi potrzebne lub którymi lubię pracować. Jednocześnie dostaje się również służbowe ubranie oraz kwit na wyrobienie okularów, których będzie się używać w pracy.

Pierwszy pacjent to oczywisty stres. Jednak mając do dyspozycji higienistę oraz pielęgniarkę wszystko poszło sprawnie. Każde narzędzie dostaje się do ręki, większość rzeczy wpisują też oni do komputera, jeżeli brakuje słów, żeby się o coś zapytać pacjenta, również wkraczają asystenci. Praca w zespole z wykwalifikowanym personelem na pewno ułatwia przeprowadzanie zabiegów i przyspiesza czas pracy. Tego brakowało mi w Polsce. Przez ostatnie dziewięć miesięcy wydarzyło się bardzo dużo. Można poczuć się naprawdę zmęczonym po takiej gonitwie związanej z nauką i przeprowadzką. Tutaj wszystko zwolniło. Nikt się nigdzie nie spieszy, mam czas dla rodziny i dla siebie, jestem zadowolony z pracy, ludzie, z którymi pracuję są niesamowicie mili i pomocni. Od czasu do czasu wieczorami odczuwa się lekka nostalgię za ojczyzną, rodzicami, ale cóż, tutaj przynajmniej żyje się normalnie.

Zapraszam do Szwecji.