Wspomnienia z kursu i pierwsze wrażenia ze Szwecji
1. Ala z Kalmar
2. Agata
3. Sebastian ze Strömsund
Ad’1 Ala z Kalmar
Zwierzenia polskiego stomatologa ze szwedzkiego gabinetu
Szwecja zawsze wydawała mi się dość egzotyczna, mimo że leży tak blisko. Chyba swego rodzaju ciekawość spowodowała, że postanowiliśmy z mężem sprawdzić się w innych warunkach, nauczyć się czegoś nowego.
Pierwszą barierą do pokonania był język, który wcale nie brzmi przyjaźnie dla ucha. Firma, która podjęła się nauczenia nas szwedzkiego i przygotowania do państwowego egzaminu, Medena Rek Polska, spełniła swoje zadanie bardzo profesjonalnie. Nauczyciele Szwedzi wtłaczali nam wiedzę w takim tempie, że mało kto nadążał "bez jęków", ale wszyscy, bez wyjątku, pracowali bardzo intensywnie. Przez 8 miesięcy musieliśmy pojąć zasady gramatyczne, przyswoić sobie umiejętność pisania, i, co gorsze, mówienia w tym języku. Było ciężko, ale udało się.
Teraz, odkąd Polska jest w Unii, podchodzenie do tego egzaminu nie jest już wymagane, ale niestety z umiejętności porozumiewania się z pacjentami w ich języku nikt nas nie zwolni, więc trzeba się go nauczyć. Także cała reszta przeszkód (w postaci zaliczenia egzaminów z zakresu różnych dziedzin stomatologii), które ja musiałam pokonać, aby rozpocząć pracę w zawodzie, już zniknęła. Jest to niewątpliwie ogromne ułatwienie. Niemniej jednak prawdziwy egzamin zdajemy każdego dnia przed pacjentami, którzy są tu bardzo wymagający.
Szwedzka stomatologia jest nowoczesna zarówno pod względem wyposażenia przychodni, stosowanych materiałów, jak i metod leczniczych. Polski dentysta, który miał kontakt z nowoczesną stomatologią w kraju, spokojnie sobie tutaj poradzi. Zakres zabiegów wykonywanych w zwykłej przychodni stomatologicznej, która nazywa się tu Folktandvarden (odpowiednik naszej państwowej przychodni), jest bardzo rozległy: profilaktyka już od 1-go roku życia; ortodoncja, której przecież w Polsce w ogóle nie robi się poza gabinetami specjalistycznymi; leczenie próchnicy; chirurgia stomatologiczna łącznie z drobnymi operacjami; endodoncja; nowoczesna protetyka, czasami połączona z implantologią. Rozmiar tego zakresu zależy w dużej mierze od umiejętności lekarza. Następną różnicą jest diagnostyka radiologiczna, która w Szwecji jest zdecydowanie szerzej stosowana, a nawet wymagana. W Polsce ilość aparatów rentgenowskich w przeliczeniu na lekarza jest dużo niższa, a tam jest to jedno z podstawowych urządzeń, które znajduje się w każdym gabinecie, nawet jeśli gabinetów w przychodni jest dziesięć, a lekarzy pracujących trójka. Standard aparatów jest dość zróżnicowany, od klasycznych do najbardziej nowoczesnej radiografii cyfrowej. Właściwie każde badanie pacjenta zaczyna się od zdjęć skrzydłowo-zgryzowych, czasem z dodatkiem apikalnych, ewentualnie, w razie potrzeby, pantomogramu. Zdjęcia RTG są bardzo ważną częścią dokumentacji.
Dla osób w wieku do 19 lat lecznictwo stomatologiczne jest całkowicie bezpłatne, ale po przekroczeniu tego wieku kosztuje bardzo dużo. Dlatego pacjenci są bardzo roszczeniowi. W związku z tym, że część pieniędzy za leczenie płaci kasa chorych, lekarze i dokumentacja (tzn. wykonane procedury, planowane leczenie) są bardzo skrupulatnie kontrolowani.
Znaczna część przychodni, choć nie wiem, czy już nie wszystkie, prowadzi historie choroby pacjentów komputerowo. Początkowo sprawiało nam to dużo kłopotów, ale uważam, że jest to duże ułatwienie pracy. Organizacja pracy wygląda tu zupełnie inaczej niż w Polsce jeszcze z innego powodu. Jest nim zakres umiejętności personelu średniego. Pielęgniarki w Szwecji często wykonują znaczną cześć nieskomplikowanych zabiegów, którymi w Polsce obarczony jest wyłącznie doktor. Czas lekarza jest tu bardzo ceniony, dlatego wykonuje on tylko najważniejsze i najtrudniejsze czynności. Higienistki stomatologiczne mają ukończone studia i są one samodzielnymi pracownikami, którzy biorą pełną odpowiedzialność za swoją działalność, głównie profilaktyczno-higieniczną (np. profesjonalne oczyszczanie zębów, badanie pacjentów, prowadzenie instruktażu dorosłych i dzieci). Ponadto personel jest tak dobrze wyszkolony, że lekarz może pracować w dwu albo nawet i w trzech gabinetach jednocześnie. W rezultacie znacznie zwiększa się efektywność pracy. Wymaga to oczywiście zgrania zespołu, pełnej odpowiedzialności każdego członka zespołu i przede wszystkim fachowej, dokonanej przez lekarza, oceny zakresu umiejętności personelu. Odpowiedzialność za wszystkie etapy leczenia ponosi lekarz.
Jest to praca wymagająca dużych kwalifikacji, umiejętności koncentracji, ale równocześnie dająca ogromną satysfakcję. Pełny etat dla lekarza stomatologa to 40 godzin tygodniowo, od poniedziałku do piątku, bez sobót i wieczorów. Praca jest intensywna i na pewno nielekka, ale w momencie, gdy wychodzimy za drzwi przychodni, nie musimy o niej myśleć, nie zastanawiamy się nad frekwencją pacjentów (oni są zawsze), sprawami ekonomicznymi, zaopatrzeniem w materiały. Jedyne co może nas zajmować, to podnoszenie własnych kwalifikacji. Czy praca w obcym kraju jest łatwa? Oczywiście, że nie, ale daje ona dużo samozadowolenia i cennych doświadczeń. A czy to wszystko jest warte wysiłku? To musi ocenić każdy indywidualnie, zgodnie z własnymi motywacjami do działania, priorytetami i oczekiwaniami.
Szwedzi jako ludzie są mili i grzeczni, choć dość powolni w działaniu (my musimy mieć wszystko na wczoraj, oni na za tydzień), przez co są spokojni i zrównoważeni. Początkowo obserwują nas, ale gdy się do nas przekonają, obdarzają nas zaufaniem, a nawet sympatią.
"A tak w ogóle to nie jest źle w tej Szwecji, a właściwie to nawet dobrze".Ad’2 Agata
MOJA WIELKA PRZYGODA Z MEDENĄ
No Hej
U mnie wszystko w najlepszym porządku. Pracuję od 27 sierpnia, na samym początku byłam na kursie komputerowym,
potem co jakiś czas miałam jednodniowe kursy razem z tutejszymi lekarzami którzy właśnie skończyli studia.
Pracuje mi się dobrze, świetnie wykwalifikowany personel pomaga mi wdrożyć się w tutejsze zwyczaje. Nie
spodziewałam się tak życzliwego przyjęcia, naprawdę! Już pierwszego dnia zamówiono mi w pracy materiały do
jakich byłam przyzwyczajona w Polsce (nieopatrznie powiedziałam czym pracowałam i następnego dnia przyszli do
mnie z katalogiem i pytali co sobie życzę). Mieszkanie super. Troszkę się tego obawiałam, bo nie widziałam
wcześniej nawet zdjęć, ale jest ok. i póki co nie mam zamiaru się z niego wyprowadzać. Myślę że większość
urzędowych spraw już za mną. Na personummer czekałam 2 tygodnie. Językowo jest też nieźle - dużo pomagają mi
asystentki, a pacjenci są wyrozumiali. Dzięki wszystkim nauczycielom! Nie wierzyłam na początku kursu, że po
tych 6 miesiącach będę w stanie dogadać się po szwedzku w większości podstawowych spraw. Jeszcze raz wielkie
dzięki i pozdrowienia dla całej Medeny!
Agata
Ad’3 Sebastian ze Strömsund
MOJA WIELKA PRZYGODA Z MEDENĄ
Wszystko zaczęło się od ogłoszenia w Internecie: "Szukamy stomatologów do pracy w Szwecji". Pomyślałem, dlaczego nie, warto spróbować. Wypełniłem formularz internetowy i czekałem. Odpowiedź nadeszła szybko - Zapraszamy na test kwalifikacyjny oraz próbną lekcję języka szwedzkiego.
Pierwsze zderzenie z językiem było wstrząsające. Pomyślałem - Jak takiego "bełkotu" można się nauczyć w sześć miesięcy, jednak już po paru godzinach wszyscy zaczęliśmy łapać, o co chodzi lektorom. To było niesamowite, po jednym dniu nauki potrafiliśmy się przedstawić, powiedzieć cos o sobie, o swojej pracy, o rodzinie. Parę dni po testach odebrałem miły telefon z informacją, że po pozytywnym przejściu pierwszego etapu rekrutacji, wybrana grupa lekarzy jedzie do Szwecji na rozmowy kwalifikacyjne. Trafiłem do Jämtland. Szybkie rozeznanie terenu w Internecie - jest pięknie: przyroda, jeziora, góry, trzeba jechać. Zebraliśmy się na lotnisku w Warszawie razem z lektorami z MEDENY. Bardzo szybko wszyscy zostali ze sobą poznani (styl szwedzki). Przed odlotem zdążyliśmy jeszcze wymienić opinie na temat wyjazdu. Warszawa pożegnała nas typową dla Polski zimową pogodą -zamarzającym na twarzy śniegiem z deszczem.
Po paru godzinach lotu byliśmy na miejscu i pozytywnie zaskoczony stwierdziłem, że to wcale nie jest tak daleko. Następnego dnia szwedzcy pracodawcy zawieźli nas do miejscowości, w której mielibyśmy pracować. Po drodze podziwiałem las i drzewa pokryte śniegiem, przejeżdżających na śnieżnych skuterach turystów, jednym słowem prawdziwą zimę przy trzystopniowym mrozie. Byłem oczarowany. Klinika w Strömsund (15 tysięcy mieszkańców) na najwyższym poziomie: pięć gabinetów, w każdym rentgen, komputer, nowoczesny fotel, praca na cztery ręce z wykwalifikowanym personelem, wszystko zaplanowane. Po powrocie do Polski nie mogłem się doczekać na telefon i informację, czy mogę jechać.
Środowe popołudnie; email: Zapraszamy na kurs 01.03.2005 Konstancin Jeziorna. Pierwszy dzień w "szkole" był męczący. Po pięciu godzinach zajęć nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Z dnia na dzień było jednak coraz lepiej. Jedzenie zapewnione, pokój do nauki w hotelu, spokój na osiedlu, siłownia dla odreagowania stresu, codzienna świeża prasa ze Szwecji, szwedzka telewizja w pokoju - pomyślałem, że musi być dobrze. Każdy dzień wypełniony był zajęciami od godziny 8 rano do 16 z przerwą na lunch. Czasami organizowano seanse filmów szwedzkich lub obowiązkowe ćwiczenia w studio wymowy, byliśmy dosłownie otoczeni SZWECJĄ. Intensywność nauki połączona z profesjonalizmem nauczycieli zaskoczyła nas. Już po tygodniu wiedziałem, że naprawdę jestem w stanie nauczyć się szwedzkiego w sześć miesięcy.
Po paru tygodniach wkuwania i pierwszym dużym teście prognostycznym ogłoszenie w szkole: W nagrodę jedziecie na kręgle. Dobry humor i obecność obowiązkowe. Było świetnie, stres zniknął. Przez kolejne dni i miesiące było coraz lepiej. Zaczęliśmy w miarę swobodnie rozmawiać z nauczycielami i nawet między sobą staraliśmy się prata svenska. W połowie kursu pojawiło się nowe wyzwanie: wyjazd do Szwecji z rodzinami. Na miejscu byliśmy zachwyceni: tym razem lato, 28 stopni Celsjusza, ciepła woda w jeziorze, zapach lasu. Szwedzkie zorganizowanie zdziwiłaby niejednego: wizyta w szkole, przedszkolu, urzędzie pracy, oglądanie mieszkań, wizyta w klinice. Wszystko zapięte na ostatni guzik, ale jednocześnie bez pośpiechu (lagom), z czasem na fika - obowiązkową przerwę na kawę i ciastko, zawsze wliczoną w czas pracy Szweda. Po powrocie do Konstancina nawet nie wiem, kiedy minęły następne trzy miesiące. Intensywna nauka połączona z ciągłym wpajaniem nam wiadomości o Szwecji- słownym, multimedialnym i fizycznym (mam na myśli organizowane przez nauczycieli gry typowe dla Szwecji połączone z integracyjnym ogniskiem)- sprawiły, że niepostrzeżenie zacząłem dość płynnie mówić po szwedzku. Ostatni miesiąc ciężkiej pracy, związanej również ze wzmożoną wymianą mailową z pracodawcami, szukaniem mieszkań czy samochodów, zakończył się dwudniowym egzaminem. Wieczorem wszyscy na galowo spotkaliśmy się na uroczystej kolacji. Następnego dnia szkoda było wyjeżdżać, zżyliśmy się ze sobą, ale teraz przede mną nowe wyzwanie: "SVERIGE-HERE I COME"
Po powrocie do domu zauważyłem, że tęsknię trochę za szkołą w Konstancinie, lekcjami, nauczycielami i kolegami. Trzeba było jednak szybko się zmobilizować i zacząć załatwiać ostatnie sprawy w urzędach, bankach, z firmą przeprowadzkową itp. Ale to jeszcze nic w porównaniu z pakowaniem całego swojego "dobytku";. Pudła, pudełka, kartony, skrzynie, gazety śnią mi się do dzisiaj po nocach. Ostatnie pożegnanie ze znajomymi i z rodziną w pustym już mieszkaniu i ruszamy w drogę.
W Strömsund okazało się, że rozpakowywanie jest jeszcze gorsze. Miło zaskoczyło mnie jednak powitanie przez Szwedów. Tyle się mówi o tym, że nie są wylewni w uczuciach, natomiast tutaj z każdym w przychodni musiałem się wyściskać. Wszyscy proponowali też pomoc w rozpakowywaniu czy urządzeniu mieszkania. Dostaliśmy na przykład lampy, żyrandole, krzesła, firanki. Następnego dnia razem z szefową z przychodni zacząłem załatwiać sprawy urzędowe. Pierwsza i obowiązkowa wizyta to Skattemyndighet, czyli nasz Urząd Skarbowy. Niestety, nic w Szwecji nie załatwi się bez tzw. personnummer. Byłem ogromnie zaskoczony, ponieważ Urząd Skarbowy uporał się z tym w dwie godziny. Następna była wizyta w banku. Tutaj równie szybko i profesjonalnie: założenie konta i wydanie kart bankomatowych zajęło 45 minut wraz z wycieczką po całym banku łącznie ze skarbcem. Kolejna wizyta to Kasa Ubezpieczeniowa (Försäkringskassa) - gdzie trzeba zgłosić swoją rodzinę do ubezpieczenia i wszystkich socjalnych dodatków, które należą się dziecku lub współmałżonkowi (jeżeli ten nie pracuje). Kolejny spacer po mieście do urzędu zajmującego się opieką nad dzieckiem w celu określenia czasu rozpoczęcia wizyt z dzieckiem w przedszkolu. Urzędniczka opowiedziała nam o systemie funkcjonowania przedszkoli w Szwecji. Pierwsze dwa lub trzy tygodnie dziecko przychodzi z rodzicem do przedszkola, żeby poczuło się pewnie. Dzieci codziennie wychodzą na spacery, maja organizowane wycieczki do lasu, a maluchy śpią na powietrzu w wózkach. Wszystko poszło sprawnie i szybko. Następne wizyty były już tylko nieobowiązkowym rozeznaniem w terenie. Z kolegą z pracy - Alim poszliśmy do biblioteki, na basen, siłownie, saunę. I tutaj też miłe zaskoczenie, ponieważ okazało się, że z wszystkiego można korzystać bezpłatnie (tak jest w landstingu JÄMTLAND).
Pierwszy weekend (helgen) w Strömsund minął na spacerach, jeździe na rowerach, zakupach w miejscowych sklepach. Ceny w sklepach na początku mogą przestraszyć, jeżeli zacznie się wszystko przeliczać na złotówki. Droższe niż w Polsce są na pewno produkty żywnościowe (choć nie wszystkie), natomiast reszta, czyli produkty chemiczne, AGD są w podobnych cenach. W sklepie wyrabia się poza tym karty członkowskie, dzięki którym kupowanie staje się tańsze. Bardzo dużo Szwedów wyjeżdża na weekendy, dlatego miasto wydaje się być puste. Koniec weekendu spędziliśmy na miłym obiedzie u koleżanki z pracy, która ma być moim handledare (opiekunem w pracy).
Pierwszy dzień w przychodni minął na podpisywaniu dokumentów dotyczących zatrudnienia, planowaniu dnia w pracy i godzin pracy w tygodniu. Dzień w naszej klinice rozpoczyna się o godzinie 7 a kończy o godzinie 16, w międzyczasie wliczona jest godzinna przerwa na lunch. W piątek natomiast pacę kończymy o 13. Każdemu przysługuje również godzina w tygodniu na aktywność fizyczną, którą wykorzystuje się również w godzinach pracy. Dowiedziałem się także, iż w ciągu następnych dwóch tygodni będę wysłany na cztery kursy (obsługa programu komputerowego w przychodni, profilaktyka w stomatologii, jeden z ortodoncji i jeden z protetyki). Poza tym organizowane są spotkania ze specjalistami z różnych dziedzin stomatologicznych na których omawia się ciekawe i trudne przypadki wśród pacjentów. Wszystkie takie spotkania kończy kolacja, którą wszyscy lekarze przygotowują razem - taka szwedzka integracja. Każdy lekarz w przychodni ma swój gabinet. W każdym gabinecie jest rentgen, nowoczesny fotel, materiały, narzędzia. Proszono mnie również o przejrzenie wyposażenia gabinetu i ewentualne spisanie rzeczy, które będą mi potrzebne lub którymi lubię pracować. Jednocześnie dostaje się również służbowe ubranie oraz kwit na wyrobienie okularów, których będzie się używać w pracy.
Pierwszy pacjent to oczywisty stres. Jednak mając do dyspozycji higienistę oraz pielęgniarkę wszystko poszło sprawnie. Każde narzędzie dostaje się do ręki, większość rzeczy wpisują też oni do komputera, jeżeli brakuje słów, żeby się o coś zapytać pacjenta, również wkraczają asystenci. Praca w zespole z wykwalifikowanym personelem na pewno ułatwia przeprowadzanie zabiegów i przyspiesza czas pracy. Tego brakowało mi w Polsce. Przez ostatnie dziewięć miesięcy wydarzyło się bardzo dużo. Można poczuć się naprawdę zmęczonym po takiej gonitwie związanej z nauką i przeprowadzką. Tutaj wszystko zwolniło. Nikt się nigdzie nie spieszy, mam czas dla rodziny i dla siebie, jestem zadowolony z pracy, ludzie z którymi pracuję są niesamowicie mili i pomocni. Od czasu do czasu wieczorami odczuwa się lekka nostalgię za ojczyzną, rodzicami, ale cóż, tutaj przynajmniej żyje się normalnie.
Zapraszam do Szwecji.










